🐅 I Nie Mówcie Że Nie Macie Synka
Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dosyć ma dzień [każdy] swojej biedy. Księga Micheasza.
na, jest to natychmiast zgłaszane do umysłu. Nie przy-puszczamy, że zaistniała tu sytuacja zawiadomienia mózgu w zamiarze szkodzenia członkom ciała. Przy-puśćmy, że nie byłoby nerwów czuciowych informują-cych mózg o zaistniałych wypadkach. Wówczas nikt nie wiedziałby, że stracił palec u ręki czy u nogi. Nie mógł-
Nie wierzcie, że jestem owym strasznym starcem, którego ludzie przedstawiają na swoich obrazach i w swoich książkach! Nie, nie, nie jestem ani „młodszy” ani „starszy” od Mojego Syna i Mego Ducha Świętego! Dlatego też chciałbym, aby wszyscy - od dziecka do starca - wzywali Mnie poufałym imieniem Ojca i Przyjaciela.
Powyższe opracowanie w temacie nie mówię czy niemówię zostało przygotowane przez redakcję serwisu JakSięPisze celem rozwiania wszelkich wątpliwości językowych związanych z tym jaka jest nie mówię zasada pisowni. Nasz serwis wyjaśnia również inne kwestie, w szczególności skupiając się na poprawna pisownia nie mówię, zaś
Amfora upadła na wykładaną mozaiką posadzkę, rozbiła się z hałasem na tysiące kawałków. Ospowaty uśmiechnął się przepraszająco. – I co z tego, że leży, skoro dukatów wam nie urodzi, panie! – warknął Knade i podłubał palcem w zębach. – Jeśli nie macie pieniędzy, tedy dawajcie klucze do kantoru! Chcę je mieć
Natrętny pasażer O! A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść, to jaki byłby tłok, sami widzicie i nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz)" "Miś! Miś! Świńska rura nie miś! Pińcet złotych!
A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.
Mój majstruniu, mówcie śmiało, Opiszemy sprawę całą; Na te ciężkie nasze czasy, Boskim darem takie basy. — Każdy kułak spieniężymy: Że was bito, wszyscy wiemy. Mularz. Niekoniecznie. Rejent. Bili przecie, Mój majstruniu. Mularz. Niewyraźnie. Rejent. Czegoż jeszcze wam nie stało? Bo machano dosyć raźnie. Mularz. Ot
Nie oznacza to jednak, że Gwit zrobiła sobie przerwę od pracy: 35-latka od kilku miesięcy łączy wychowanie synka z zawodowymi obowiązkami, sprawnie lawirując między domem a teatrem.
MjQloIz. Jak ktoś chce hałasować to niech hałasuje na własny użytek i nikogo tym hałasem nie innym jest remont a czym innym hałas bachory odpowiadają rodzice. A że nie możecie dać klapsa to Wy na to się zgodziliście. Taki macie rząd jaki wybieracie. I takie macie nie zapominać,ze Pan też był "bachorem",tylko tyle że na pewno Pan siebie tak nie nazwie,a przecież Pana wypowiedzi tu na forum też świadczą o tym jakim jest obecnie Pan człowiekiem .Wychowanie wynosi się z domu,to prawda,jednak podczas wychowania dzieci należy kierować się nie "ręką",czyli je bić,lecz przede wszystkim dużo dzieciom tłumaczyć jak powinny zachowywać się w każdej będąc dzieckiem,a potem nastolatką wychowania uczyłam się również w szkole ,bo miałam taki przedmiot"Przysposobienie do życia w rodzinie"-LO lubtzw."godzina wychowawcza" od I podstawowej podczas której nauczyciel prowadził rozmowy i dyskusje właśnie na ten wiedziały na czym polega kultura narodu,ponieważ można było to dostrzec wszędzie na ulicy,w szkole,kościele, autobusie w tym czasie nie zdarzyło mi się,żeby podczas okazywania gestów życzliwości:dzień dobry,cześć, może panu/i pomóc itp,ktoś przechodził się zmieniły to prawda,ale to nie od rządu zależy wychowanie dzieci i młodego pokolenia,lecz właśnie od nas rodziców i szkoły ,bo jak dziecko będzie bite w rodzinie,to i potem też będzie ono bić swoje dzieci więc wychowując dzieci należy pojmować co znaczy słowo "dobro",ponieważ w KRiO tylko takie pojęcie występuje i zgodnie z zapisem w dobro dziecka jest zagrożone,sąd opiekuńczy wydaje odpowiednie więc należy rozróżnić pojęcie słowa bicie dziecka od zwykłego wymierzenia mu klapsa ,który otrzyma dziecko jak jest bardzo niegrzeczne.
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwaniaStanisław Tym,odtwórca głównej roli Miś – komedia produkcji polskiej z 1980, reż. Stanisław Bareja. Autorami scenariusza są Stanisław Bareja i Stanisław Tym. Wypowiedzi postaci[edytuj] Aleksandra Kozeł[edytuj] Słuchaj, ukradli tobie paszport. Ukradnij komuś i ty! Ja ukradnę! Opis: do Ochódzkiego. Właśnie do ciebie dzwonię, gdyż niestety nie mogę z tobą rozmawiać. Ryszard Ochódzki[edytuj] Co mogłem, to załatwiłem. Opis: po wyjściu z komendy milicji, w której skorzystał z toalety. Jak byłem młody, to też byłem Murzynem i tak robiłem… Opis: scena z czarnoskórym sportowcem grającym w koszykówkę. Jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje… plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów! Opis: do sportowców, przed przekroczeniem granicy. Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy peweksami! Opis: do Hochwandera. Zadzwońcie do rady ministrów, że zaraz tam jadę. Opis: do zdziwionego wopisty. Stanisław Paluch[edytuj] Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić. Opis: do Kozeł. Widzisz, komputer? Angielska wóda… Opis: do uśpionego inkasenta. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Opis: o Hochwanderze do kolegów węglarzy. Reżyser Zagajny[edytuj] Konie łby pospuszczać. Czy konie mnie słyszą?! Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu, która mówi: „Prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera”. Zróbcie mi przebitkę zająca na gruszy… Nie, nie! Zamieńcie go na psa! Zamieńcie go na psa. Niech on się odszczekuje swoim prześladowcom z pańskiego dworu. Niech on nie miauczy… Inne postacie[edytuj] A ja, jeżely pan pozwoly… z przyjemnościom. Postać: tragarz w mieszkaniu Ochódzkiego Opis: odpowiadając na pytanie Ochódzkiego skierowane do byłej żony, czy nie zechciałaby się czegoś napić. A nam?! Co, nie jest winien? Jak wtedy, co szklankę stłukł… Ja mu mówię, że szklanka cztery złote kosztuje, a on na to – „dobra, dobra…” – i nie zapłacił. Postać: sprzątaczka w toalecie klubu „Tęcza” Opis: o prezesie Ochódzkim. Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk Ruchu! Ja… Ja tu mięso mam! Postać: kioskarka Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!To jeszcze ja – Jarząbek Wacław, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam! To śpiewałem ja – Jarząbek. Postać: Jarząbek Opis: nagrywając się na magnetofon w gabinecie prezesa Ochódzkiego. Czyli jednym słowem, przywozicie do kraju 4 kilogramy obywatela mniej? Postać: celnik na odprawie granicznej Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie, skąd się wziąłem?! Jestem wesoły Romek! Mam na przedmieściu domek, a w domku wodę, światło, gaz! Powtarzam zatem jeszcze raz: jestem wesoły Romek! Mam… Postać: wesoły Romek Opis: na przesłuchaniu kandydatów na sobowtóra. Korzystając z okazji, bo w końcu awaria też jest jakąś okazją, by naszym pasażerom, ludziom dobrej roboty, bo są nimi przecież, zaprezentować, do czasu usunięcia awarii, artystyczny program. Postać: prowadzący występy na skwerze z „okazji” awarii Miś! Miś! Świńska rura nie miś! Pińcet złotych! Pińcet złotych dla mnie nie ma, a sam forsą sra! Postać: Stuwała Opis: do sprzątaczek w toalecie. Nie bądźcie natrętni! Natrętny pasażer… (Sprawdza hasło w podręczniku). O! A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść, to jaki byłby tłok, sami widzicie i nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz). Postać: bileter na lotnisku Nie bój, nie bój, wyłączą ci! Postać: mężczyzna oglądający występ wesołego Romka Opis: reakcja na tekst piosenki: „Mam na przedmieściu domek, a w domku wodę, światło, gaz!”. Parówkowym skrytożercom mówimy nie!!! Postać: scenograf na spotkaniu Proszę bardzo! Proszę! Nie zjem panu! … Proszę! Postać: pracownica punktu sprzedaży biletów na lotnisku Okęcie Opis: zwracając Rysiowi kiełbasę podwawelską, ofiarowaną jej wcześniej, jako łapówkę. Proszę chwilowo o spokój, gdyż ADM do mnie dzwoni! Słucham pani kierowniczko. Tak jest… Pani kierowniczko… Pani kierowniczko, ja to wszystko rozumiem… Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno, tak? Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury! Czy ja palę? Pani kierowniczko! Ja palę przez cały czas! Na okrągło! Nie no, nie ma za co. Moje uszanowanie dla pani kierowniczki! Moje uszanowanie! Postać: palacz w kotłowni Opis: rozmowa telefoniczna z kierowniczką ADM. Proszę pana! Ona nieczynna ta budka, nawet napis był ale jakiś łobuz zdjął! Postać: kobieta Opis: do Stuwały. Ryszard! Wszystkie Ryśki to porządne chłopy. Postać: minister Straszne się tu chamstwo zjeżdża z całego świata. Kasza niedogotowana. Jedziemy do redakcji. Postać: goniec Opis: po wyjściu z baru Apis, udając, że był w restauracji Victoria. Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział! Postać: sprzątaczka w toalecie klubu „Tęcza” Opis: o prezesie Ochódzkim. Dialogi[edytuj] – Babciu! Ja będę za Heroda! – Za młody jesteś na Heroda. – A co? Herod nigdy nie był młody? – Nie! – Bardzo porządna dziewczyna. – Trudno, co robić. Opis: rozmowa Hochwandera z Ochódzkim po przedstawieniu Aleksandry Kozeł. – Co jest?! – Nic, panie kierowniku! Oczko mu się odlepiło. Temu misiu. Opis: dialog przy budowie tytułowego misia. Ryszard: Good morning! Ja… chciałbym… moje pieniądze… money… my money, tu umieścić… wasz bank… konto na hasło… Verstehen? Pracownik londyńskiego banku (polski Żyd, emigrant): Dlaczego nie verstehen? My wszystko verstehen. Proszę bardzo, pan spocznie, pan usiądzie, pan poczeka, się załatwi… – Hej, młody junaku, smutek zwalcz i strach,Może na tym piachu za 30 lat,Przebiegnie, być może, jasna, długa, prosta,Szeroka jak morze Trasa Łazienkowska… – A tego nie rozumiem… A dlaczego „być może”? – No… „być może”, bo… on jeszcze nie wie… – Dlaczego nie wie? No jak to – nie wie? Ty popatrz, bracie! No? Młody człowiek… chłopak, tak? Na warszawskim brzegu i dookoła pracują jego koledzy. Ty widzisz to? (…)Przecież na tym piachu za 30 lat,Przebiegnie, z pewnością, jasna, długa, prosta… Opis: rozmowa dwóch działaczy „tajnej” rządowej organizacji propagandowej „Grunwald” (produkcja nowej młodzieżowej pieśni patriotycznej). Kelnerka: Dwie kawy i dwie wuzetki… I co jeszcze?! Kozeł: Dlaczego „dwie kawy i dwie wuzetki”? Kelnerka: Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego! Bijemy się o „Złotą Patelnię”! Miś: Dobrze! Pani pozwoli – dwa razy zestaw obowiązkowy. Kelnerka: Szatnia też jest u nas obowiązkowa! Opis: w kawiarni. Ryszard: Najmocniej panią przepraszam, ale chciałem zapytać, o której odlatuje dzisiaj ten do Londynu 11:05? Pracownica informacji na lotnisku Okęcie: A skąd ja mam wiedzieć?! No chyba o pierwszej. Widz w teatrze: Niech się pan, z łaski swojej, odchyli troszkę, bo ja nic nie widzę. Stach Paluch: To niech pan idzie do lekarza, od oczów. Kobieta z widowni: Proszę pana, co pan się tak na mnie kładzie? Widz w teatrze: Przepraszam. Opis: Stach Paluch miał na przedstawieniu fryzurę afro po umyciu głowy szamponem Samson. Działacz: No pięknieś pan nam to wszystko wyśpiewał, panie Cwynkar. Piosenkarz: Ja wam zawsze wszystko wyśpiewam. Ryszard: Powiedz mi, po co jest ten miś? Hochwander: Właśnie po co? Ryszard: Otóż to, nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji – który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu, i co się wtedy zrobi? Hochwander: Protokół zniszczenia... Ryszard: Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach. Urzędniczka na poczcie: Ro-me-czku, przy-jazd nie-aktu-alny. Ca-łuję Rysiek. Ochódzki: Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie. Chciałem, żebyś ty zagrała u Romka. Kozeł: Misiu, Misiu wymyśl coś. Ty jesteś taki mądry. Urzędniczka: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Lądyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak… Ochódzki: Ale Londyn – miasto w Anglii. Urzędniczka: To co mi pan nic nie mówi?! Ochódzki: No mówię pani właśnie. Urzędniczka: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć, gdzie to jest. Cholera jasna… depesze… pani kierowniczko… Opis: wysyłanie telegramu do Romana Polańskiego. Ryszard: No ale… A ty skąd wiedziałaś, że mnie zastaniesz… przecież wiedziałaś, że wyjeżdżam. Była żona Ryszarda: Przechodziliśmy, po prostu i wpadliśmy. Ryszard: Jak to – przechodziłaś?!!! Z tragarzami? Minister: Taa!! Przechodziliśmy. Z tragarzami. Bardzo cię polubiłem, chłopie. Milicjant: No, długo jeszcze będziecie siedzieć?! Więzień w toalecie: Piętnaście lat, ale będę apelował! – Ona jest bardzo dobra ta koncepcja, ale dlaczego on ma pruski mundur na sobie? – Pruski, bo to jest dziedzic pruski. – Mam napisane w scenopisie, wchodzi dziedzic pruski. – Pruski, Pruski, bo on się nazywa Pruski, Wawrzyniec Pruski, polski dziedzic! Opis: w trakcie przygotowań do filmu. – Ona nie może się tak nazywać: Tradycja! – Dlaczego niby? – Pytasz, dlaczego? No bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza… To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy. Opis: węglarz Tłoczyński odpowiada ojcu dziewczynki o imieniu Tradycja. Stuwała: Pani da dwa misie. Tego rudego i tego w czerwonej czapeczce. Ekspedientka: Jem przecież! Opis: Stuwała kupuje misie w Cepelii. – Pani Iwonko! Pani wytrze tę szminkę, bo klient znów się będzie pieklił. – Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Postacie: panie pracujące w restauracji – Pani Zosiu, pani Zosiu, pani pozwoly. – Co? – O, pani zobaczy. – A, ja wiem co to jest. Ja przedtym 20 lat w innym teatrze też pracowałam. To tam jeden taki krytyk napisał, że na przedstawieniu, jak był to wyrwał sobie wszystkie włosy z głowy. – To pani myśli, że to też on? – Nie, jakiś inny, tamten sobie już wyrwał. Opis: sprzątaczki w teatrze znalazły włosy Stacha Palucha na podłodze. Matka Robusia: Panie reżyserze kochany! Ja to pana widziałam we wszystkich filmach: i polskich, i zagranicznych, i amerykańskich… Ale tego łobuza, to żeby mu nie dać ani grosza, albo lepiej mnie wszystko wysłać. Bo on do mojej siostry (do tej suki) uciekł. A przecież to jest jego dziecko. W sądzie był. Mówi, że w więzieniu siedział. A przecież jak dwa razy byłam u niego… No to czyje to może być dziecko jak nie jego? Tego łobuza, Robuś, poświadcz, żeby nie była nasza krzywda, no powiedz: Kto to jest? Robuś: Tatuś. Matka Robusia: Tatuś. Tata… Opis: matka Robusia do Hochwandera, mówi o Stanisławie Paluchu, którego rozpoznała na zdjęciu w gazecie (w rzeczywistości zdjęcie przedstawiało Ochódzkiego). Pediatra: Przepraszam pana… Przepraszam pana… Ryszard: Dziękuję. Pediatra: Jestem lekarzem pediatrą. Ryszard: Jaa… przecież… syn… tłumaczę panu! Pediatra: Ile waży syn? Ryszard: Dwanaście kilo. Pediatra: Dwanaście?! Słuszną linię ma nasza władza. Postacie: Ochódzki, pediatra – Przepraszam pana! Za czym ta kolejka? – Do „Ostatniej paróweczki”, proszę panią. – Eee… To już dla mnie nie starczy Opis: kolejka statystów w wytwórni. – Przepraszam, że przeszkadzam. – Nie, wcale nie przeszkadzasz. Misie zapakowane? – Tak. – Ile weszło? – No, jak zwykle. Postacie: Stuwała i Ochódzki – Przywieźli wyngiel! Wyngiel!! Wyngiel je we wiosce! – Wojna bedzie… Przed wojną tyz był. Opis: w wiosce, do której pojechali węglarze po choinki. – Puree ze smalcem. – Nie ma smalcu, z dżemem są puree! – Dobrze, niech będą… Opis: w barze mlecznym „Apis”. – Sam pan może zmierzyć, jeśli milicji pan nie wierzy. – Wierzy, panie milicjancie, on we wszystko wierzy! Bóg mnie pokarał takim głupim chłopem! Opis: żona zatrzymanego kierowcy do milicjanta. – Szukamy pana Palucha. – Słucham… – Pan się nazywa Paluch? – Tak, a bo co? – A może pan ma brata, panie Paluch?! – Panowie pozwolą… że się… przedstawię… Zdzisław Dyrman… zasadniczo… – Pan Hochwander, Chrostowicz. – Proszę siadać! – Szukamy pana Palucha! – Stanisława, Stanisława Palucha… – Zosiu!!! – Yyhymm… – Jest Stach?! – Yyhymm… Stasiek! Milicja do ciebie! – Panowie pozwolą… moja żona… Zofia!!! – Tu za te choinki, dola. Postacie: pracownik Hochwandera, Zdzisław Dyrman, jego żona, Stanisław Paluch – Teraz jest wojna. Kto handluje, ten żyje. Jak sprzedam kaszankę, słoninę, rąbankę, to bimbru się też napiję. Spod serca, kap, kap, słonina i schab, salceson i dwa balerony… – Widzisz, synku? Tak wygląda baleron! Opis: fragment musicalu w teatrze i komentarz ojca do syna. – Ty, co on za jeden? – Kierownik produkcji, Hochwander. Przyszedł z kobitą i szpanuje. No, kończ Władziu i robimy… Opis: rozmowa robotników w studiu filmowym zakończona rozdaniem kart. – Wczoraj jechałem tędy, tych domów jeszcze nie było. – Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był, to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka! – Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu? – Halo, tu „Brzoza”, tu „Brzoza”! Źle cię słyszę! Powtarzam, powiedział, że matka siedzi z tyłu… „Matka siedzi z tyłu!” Tak powiedział! Opis: rozmowa kierowcy z milicjantem (ps. „Szczupak”), potem milicjant rozmawia z centralą. – Z biletami wpuszczamy. Proszę bardzo. – Dziękuję. Bileter zatrzymuje syna – Ale ja mamę odprowadzam! – Chwileczkę. Zajrzę do instrukcji. Mmm, maa… maaa, matka. Matkę możecie pożegnać machaniem z tarasu widokowego. Syn z matką zbliżają się do tarasu widokowego i widzą wywieszkę. – Przepraszamy. Taras widokowy nieczynny. Najbliższy czynny taras widokowy dla odprowadzających we Wrocławiu! – A może ty byś poleciał synku? – Przecież to mama ma mieć operację! A nie ja!! Postacie: Syn, bileter, matka Inne[edytuj] Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu Opis: hasło propagandowe na przejściu granicznym. Nie ma dublera dla sapera. Wesoła komedia frontowa Opis: plakat w biurze wytwórni filmowej. Katiusza kaprala Janusza Opis: plakat. Raz, dwa, raz, dwa, trzy! Pięć, sześć, siedem, osiem! Opis: „piosenka” śpiewana dla rozgrzewki w kotłowni-melinie. Szefowie własnych cieni Opis: plakat. Tęcza-Sręcza. Opis: napis w toalecie klubu „Tęcza”. Twoje serce przypomina – piechotą zdrowiej. Opis: napis na środkach komunikacji miejskiej po ich awarii. Za garderobę i rzeczy zostawione w szatni, szatniarz nie odpowiada. Opis: kartka informacyjna umieszczona za drzwiami w szatni. Zadżumiona. Opis: plakat. O filmie[edytuj] Kiedy dostałem tę rolę, pomyślałem: głupi Stasiek, wymyślił jakiegoś idiotę śpiewającego do szafy. Ale prawdą jest, że w życiu takich ludzi spotyka się mnóstwo. Autor: Jerzy Turek Opis: o roli Wacława Jarząbka. Źródło: „Rzeczpospolita” nr 11/2005, za [Ludzie spoza Polski] mogą pojąć treść w sposób intelektualny, ale nie będą się śmiać. Nie doświadczyli surrealistycznego i ciężkiego życia w Polsce komunistycznej. Czy Misia pojmą młodzi odbiorcy, którzy nie doświadczyli absurdów PRL-u? Nie sądzę. Komunizm był specyficzny. Był zły, bezlitosny, niszczący i oparty na kłamstwie. Każdy o tym kłamstwie wiedział, a jednak ono trwało. Autor: Christine Paul-Podlasky Źródło: Christine Paul-Podlasky, Trzeba nakręcić „Euromisia”, „Dziennik Polski”, 6 maja 2011 (…) wielkie zwycięstwo Staszka Barei nad całą zgrają obrzydliwców w tamtych czasach. Autor: Stanisław Tym Źródło: PAP, 2007, cyt. za: 25. rocznica śmierci reżysera Stanisława Barei, PAP, 13 czerwca 2012 Zobacz też[edytuj] Bogdan Miś Lidia Miś niedźwiedź
Rodzice, którzy przychodzą z dziećmi na basen przy ul. Wąskiej, muszą zapłacić za opiekę. Mimo że wchodzą, by pomóc się przebrać, przypilnować, muszą kupić godzinny bilet. Bo taki jest regulamin, bo to się sprawdza i mało kto narzeka - Jestem regularnym klientem basenu przy ul. Wąskiej od wielu lat. Pływam sam jak i z córkami, które są zawodniczkami MKP Szczecin - zaczyna pan Artur. - Przyszedłem na basen z 8 letnią córką, ale sam nie pływałem więc chciałem tylko wejść do szatni pomóc dziecku. Przed basenem to się udało, nie było żadnego problemu. Niestety problem się pojawił po zakończeniu pływania. Odmówiono mi wejścia do szatni, bo jest to strefa płatna i nie można w niej przebywać bez wniesienia opłaty. Usłyszałem, że nie mam prawa wejść. Okazuje się, że zakaz nie dotyczy wszystkich. Z obiektów pływackich SDS wyłącznie pod opieką i nadzorem osób pełnoletnich mogą korzystać dzieci do lat 7. Czytaj więcej: - W przypadku grup zorganizowanych, mających podpisane umowy z MOSRiR, rodzice/opiekunowie dzieci uczestniczących w zajęciach grupowych, mogą wejść tylko do szatni aby pomóc swoim podopiecznym w osuszeniu się i przebraniu. W przypadku dzieci, mających ukończone 7 lat, przychodzących na pływalnię z rodzicami/opiekunami, to oni podejmują decyzję o samodzielnym wejściu na basen ich pociech. Niestety wejście rodzica/opiekuna do strefy płatnej (czyli także szatni) może nastąpić tylko po uiszczeniu stosownej opłaty. Dzięki takiemu jesteśmy w stanie uniknąć chaosu, nagromadzenia zbyt dużej liczby osób w szatni lub też obecności niepowołanych osób - tłumaczy Dariusz Sadowski z Miejskiego Ośrodka Sportu Rekreacji i Rehabilitacji. Pan Artur skontaktował się z Rzecznikiem Praw Rodziców oraz kierownikiem obiektu. Nie było żadnej propozycji rozwiązania problemu. - Dziecko ma prawo do mojej opieki zgodnie z prawami dziecka i żaden wewnętrzny regulamin nie może tych praw naruszać - kończy pan Artur. - Zamierzam zlecić opinię prawną i złożyć skargę w trybie administracyjnym do prezydenta pływalni Akademii Morskiej usłyszeliśmy, że rodzice mogą pomagać dzieciom w szatni i pod prysznicem, by przypilnować np. dokładnego umycia przed wejściem do basenu, nawet jeśli korzystają z wejścia indywidualnego. Muszą jednak zapewnić, że dziecko potrafi pływać (jeśli będą wątpliwości ratownik wyprosi dziecko), posiadać klapki i korzystać z szatni odpowiedniej dla płci. Okazuje się, że np. kryta pływalnia w Gorlicach w celu usprawnienia korzystania z szatni wprowadziła bilet zerowy dla rodziców i opiekunów dzieci wymagających pomocy w szatni. Czas na pomoc na wejściu i wyjściu to po 15 minut, każde następne 5 minut jest płatne wg obowiązującego cennika. Władze kompleksu przy ul. Wąskiej nie są tym Jak już podkreślaliśmy jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie, ale w związku z tym, że na przestrzeni lat sprawa podnoszona była incydentalnie stoimy na stanowisku, że regulamin się sprawdza i zapewnia korzystającym z basenu większe bezpieczeństwo i komfort. Mamy zresztą mnóstwo takich sygnałów od zadowolonych użytkowników - kończy Sadowski. Polecamy na prenumeratę cyfrową kobiety poszukiwane przez polską policję [RYSOPISY,ZDJĘCIA]10 najbardziej irytujących zachowań innych kierowców [zdjęcia]Znasz polskie przysłowia? Spróbuj je dokończyć [QUIZ]Natalia Siwiec w Grey Club w Szczecinie. To była szalona noc! [zdjęcia] Natalia Siwiec w Grey Club w Szczecinie. To była szalona noc...
i nie mówcie że nie macie synka