🦐 Z Głową W Chmurach Tekst

Czy w zgodzie z nim będziesz żyć Zależy to tylko od ciebie Czy będziesz stąpać po dnie Lub z głową w chmurach we śnie Aa, Wrzuceni w siebie Choć wiecznie płonie ten świat To w sercu wierzę, że ja Aa, Już się nie zmienię Więc przez płonący las przeprowadź mnie Niech z nieba spadnie na mnie wielki deszcz Interpretacja piosenki. Tekst stworzył (a) Marcin Kuca. „Chmury” to porada dla tych, którym zostało złamane serce. Waglewski zwraca się tutaj do każdego, kto w swym życiu został porzucony, wzywając do tego, by zachować swą godność i nie próbować na siłę wracać do i tak już niefunkcjonującego związku. Często bywa Pierwszy krok w chmurach Lyrics: Jak ultradźwięki brzmią / Wibrują w ciele jak monsunowy sztorm / Sygnały gesty i twój język ciszy / Matematyczny szyfr / Dotyk miejsc, dotyk ludzi / Jak W filmie porządek staje się tematem numerem. Okazuje się, że partycja dysku (porządkowanie informacji) może być metaforą umysłu – im jest jaśniej i czyściej, tym łatwiej pozbierać myśli. Z głową w chmurach 4:17. Koncert muzyki klasycznej staje się pretekstem do rozmów o duchowych przeżyciach. Wysyłam dziś pocztówki z tamtych dawnych lat (Lubię), lubię vintage vibe, lubię stary szum (Lubię), gdy ta muzyka gra, ja chcę tańczyć znów Razi mnie blask jak, nad parkietem kula Na starych kasetach gra ten rytm, a ja się bujam Znów z głową w chmurach, znów mnie rozczula Zdjęcie z tych lat, stary świat pasuje mi, jak ulał "Miasto w chmurach" jest z pewnością jednym z największych literackich wydarzeń tego roku bowiem jej autor to zdobywca prestiżowej Nagrody Pulitzera z roku 2014. "Światło, którego nie widać" odniosło niemały sukces na książkowej arenie międzynarodowej, zaskarbiło sobie tłumy miłośników i pozytywne recenzje krytyków literackich. Z głową w chmurach. W końcu za kolejnym zakrętem naszej wędrówki ukazuje się chmura. Weszliśmy w nią i cieszyliśmy się jak dzieci. Za chwilę zniknęła i w jej miejsce przyleciała nowa, w międzyczasie odsłaniając przepiękną panoramę. Patrząc z tej perspektywy miasteczko wyglądało jak zadymione. Na szczęście to tylko taki W rozmowie dla Zach Sang Show, Miley wypowiedziała się na temat singla: "Ta piosenka jest tak naprawdę odbiciem tego, jak wszyscy przeżywają ten osobisty moment przebudzenia. Czuję, że wielu z nas się budzi. I wiesz, nocne niebo, myślę, że jest to rodzaj drogi, po której wydaje się, że fajnie byłoby jechać z głową w chmurach. To była tak liczna rodzina i tak ciekawa, że o każdym jej przedstawicielu można by opowiadać osobną historię. Rogalin przez wieki był ostoją polskości, gdzie spotykali się najwybitniejsi przedstawiciele rodzin, intelektualiści i artyści. Dzisiaj to wspaniałe miejsce, gdzie można pooddychać wielką historią. DAPq. Z głową w chmu­rachEulalia Domanowska Etapy rozwoju sztuki publicznej w PolsceSztuka w przestrzeni publicznej zaczęła rozwijać się w Polsce na szerszą skalę dopiero w ostatnim dziesię­ci­oleciu, kiedy demokratyzacja i trans­for­macja kraju umożli­wiły takie działania, a władze lokalne i samorzą­dowe zobaczyły w niej możli­wość rewital­izacji miast, inte­gracji społeczności, este­tyzacji otoczenia, budowania lokalnej tożsamości czy bodźca pobudza­jącego do końcu lat 90-tych pojaw­iają się tacy polscy artyści, jak Joanna Rajkowska, Jarosław Koza­kiewicz, a potem coraz liczniejsza grupa młod­szych, jak Maciej Kurak czy Jakub Szczęsny, rzeźbiarze i architekci, którzy uczest­nicząc w między­nar­o­dowym obiegu sztuki, zaczy­nają tworzyć w przestrzeni publicznej sztukę kontek­stualną. Jednocześnie bardzo popu­larnym jej rodzajem w Polsce stają się murale, malowidła ścienne i graf­fiti. Miasta i insty­tucje kultur­alne są coraz bardziej zain­tere­sowane tego rodzaju projek­tami. Przemiany poli­tyczne umożli­wiły naszemu krajowi powrót do demokraty­cznej Europy, włączenie się w między­nar­odowy obieg sztuki i możli­wość wymiany kultur­alnej, na przykład z naszymi zachod­nimi sąsi­adami. W dobie wolności podróżowania i rozwoju komu­nikacji dystans dzielący nasze kraje znacznie się skrócił. Z Warszawy można dojechać pociągiem do Berlina w ciągu sześciu godzin. Ułatwia to znacznie wzajemne poznawanie się i wymianę doświad­czeń. Wciąż jednak Polska nie jest atrak­cyjnym rynkiem sztuki ani krajem, gdzie każdy artysta chci­ałby mieć wystawę. Przy­jeżdżający tu twórcy nie mogą liczyć na solidne hono­raria za swoje prace. To raczej cieka­wość i poszuki­wanie nowych doznań skłania ich do wizyty w nie jest jednak także artysty­czną pustynią, jeśli chodzi o sztukę w przestrzeni publicznej. Już w latach 60-tych ubiegłego wieku polscy moderniści pode­j­mowali próby jej tworzenia. Jedną z nich było Bien­nale Form Przestrzen­nych w Elblągu, zorga­ni­zowane w 1965 roku przez Galerię EL we współpracy z miejs­cową fabryką Zamech, produ­centem turbin, przekładni zębatych i cięż­kich elementów okrę­towych. Bien­nale odbyło się pięciokrotnie, ostatnie zorga­ni­zowano w 1973 roku. Wspólne działania artystów i robot­ników doprowadziły do powstania kilkudziesięciu, w więk­szości abstrak­cyjnych, rzeźb i obiektów. Cele Bien­nale wywodziły się z tradycji konstruk­ty­wisty­cznej głoszącej potrzebę zbliżenia sztuki i tech­niki, artysty i robot­nika, dzieła i jego odbiorcy – zwykłego człowieka. Przestrzeń miejska została zorga­ni­zowana zapo­mocą abstrak­cyjnych rzeźb wyko­nanych z metalowego złomu, przy czym współwykon­awcą była załoga fabryki. Bien­nale stało się, co prawda, wygodną formą dla poli­tyki pols­kich komu­nistów, którzy popierali tego typu „braterstwo“ klas społecznych, a sztukę trak­towali jako wentyl bezpieczeństwa dla inteligencji, jednak powstało wówczas kilka­dziesiąt obiektów i rzeźb, które można uznać za dość wczesne przykłady sztuki w przestrzeni publicznej. Oprócz aspektu społecznego sztuka ta miała aspekt eduka­cyjny – popraw­ianie gustu niewyro­bionego widza poprzez umożli­wienie mu bezpośred­niego kontaktu ze sztuką na wysokim poziomie. Kole­jnym przykładem jest Bien­nale Rzeźby w Metalu, które zorga­ni­zowano w Warszawie przy pomocy Zakładów Radiowych Kasprzaka. Powstało wówczas 60 kompozycji przestrzen­nych, z których kilka­naście nadal można oglądać na stołecznej Woli. W projek­tach brali udział przed­staw­iciele polskiej awan­gardy artysty­cznej, którzy szybko zain­tere­sowali się sztuką koncep­tualną. Formami wypowiedzi artysty­cznej stały się wówczas prelekcje, mani­festy, akcje, fotografia i sztuka wideo. Na początku lat 70-tych coraz bardziej upowszech­niała się też sztuka perfor­mance i teatr 80-te, mimo trudnej sytu­acji poli­ty­cznej, przyniosły nam kilka więk­szych imprez między­nar­o­dowych, na których również pojawiły się projekty w przestrzeni publicznej. W roku 1981, tuż przed wprowadze­niem stanu wojen­nego w Polsce, odbyła się łódzka Konstrukcja w Procesie. Na fali społecznego entuz­jazmu związanego z ruchem „Soli­darność“ artyści znów współpra­cowali z robot­nikami, może w sposób najbardziej auten­tyczny w historii, tym razem wbrew woli władzy. Artyści, tacy jak Richard Nonas czy Sol LeWitt, z rozrzewnie­niem wspom­inali ten ciekawy, wspaniały czas. W drugiej połowie lat 80-tych udało się również, przy współpracy artysty Fluxusu, Emmetta Williamsa, zorga­ni­zować dwie warsza­wskie edycje Między­nar­o­dowego Semi­narium Sztuki, które ułatwiły powstanie jednego z najważniejszych ośrodków kultury w Polsce – Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujaz­dowski w poli­tyczne po 1989 roku w Polsce i upadek muru berlińskiego umożli­wiły posz­erzenie wymiany między twór­cami polskimi a zagranicznymi. Jednym z niezwykłych twórców, z którymi wtedy się spotkałam, był Thorsten Gold­berg. Poznałam go dzięki kura­torowi Marti­nowi Henatschowi. Nasza znajo­mość datuje się od roku 2000, kiedy obaj wzięli udział w między­nar­o­dowym projekcie Intrigue and provo­cation zorga­ni­zowanym w Kaunas na Litwie. Artysta zaprezen­tował wówczas mobilną insta­lację Detached House, zbudowaną z moni­tora, który wolno prze­suwa się w przestrzeni galerii, uderza w ścianę i sunie w prze­ciwną stronę, powracając do poprzed­niego punktu. Na ekranie widać staty­czny obraz domku w małym miasteczku na niemieckiej prow­incji. Kamera filmuje rzeczy­wisty czas akcji jednego dnia. Oprócz okazyjnego pojaw­iania się samo­chodów, rowerzysty, szarego i czarnego kota, listonosza i ruchu chmur na niebie nic więcej nie dzieje się w tym miejscu. Nuda i marazm. Artysta próbuje zainicjować jakąś akcję poprzez mechan­iczną kolizję moni­tora ze ścianą. Jednak jednos­tajny ruch i nieuchron­ność kolizji jest doskonale przewidy­walna przez widzów. Sztuka niewiele może zmienić, jedynie wybić kilka szram w ścianie galerii. Insta­lacja zawier­ająca kontekst społeczny była jednocześnie głosem w dyskusji nad siłą, a właś­ciwie bezsiłą sztuki we współczesnym świecie. Była też przykładem sztuki o przestrzeni publicznej, jednak przez­nac­zonej do prezen­tacji w galeryjnym roku 2000 artysta berliński kilka­krotnie pokazywał swoje projekty w Polsce, w Galerii Amfi­lada i Muzeum Naro­dowym w Szczecinie, Galerii Arsenał w Białym­stoku i Galerii XX1 w Warszawie. Jednym z nich była insta­lacja 3 Chinesen – rodzaj poezji wizualnej ufor­mowanej z kolorowych kanapek pokry­tych nutellą, dżemem i kiełbasą, ukazu­jących tekst dziecięcej piosenki niemieckiej. Kanapki ułożone na ulicznym trotu­arze i na podłodze sali wysta­wowej, bulw­er­sowały część Polaków przyzwycza­jonych do szczegól­nego trak­towania chleba i myślenia o nim w kontekście sacrum – religi­jnego rytuału przemiany chleba w ciało Chrys­tusa podczas cere­monii mszy. Insta­lacja, pomyślana jako iron­iczna gra ze słowem i naszymi zmysłami, sprowokowała nieza­mierzone przez artystę reakcje, wynika­jące z odmi­ennego kontekstu kulturowego. Wybrane prace Thorstena Gold­bergaJeśli Thorsten Gold­berg posługuje się strategią prowokacji, to jest to prowokacja intelek­tualna, skła­ni­ająca widza do podjęcia wysiłku anal­i­ty­cznego lub procesu badaw­czego. Jego dzieła można odczy­tywać na różnych poziomach wizual­nych i znaczeniowych. Nawiązują one rozmaite relacje z otocze­niem, geografią, historią miejsca, grupą, dla której są przez­naczone. Jego projekty można określić nie tyle jako „site-specific“, co jako„context-specific“. Wydarzenia, poli­tyka, język formalny, otoczenie – wszystko to może oddzi­aływać na dzieło sztuki umieszc­zone w przestrzeni publicznej. Artysta dokładnie bada teren, zanim zapro­ponuje projekt. Angażuje do współpracy spec­jal­istów z różnych dziedzin, starając się stworzyć dzieło perfek­cyjne, znakomicie pasu­jące do otacza­jącej przestrzeni, ale też zawier­ające wnikliwe obserwacje bądź przesłania autora, pozbaw­ione jednak elementu perswazji. Thorsten Gold­berg rozmawia z nami raczej za pomocą symboli, znaków i aluzji, odwołuje się do naszego doświad­czenia, emocji lub wrażli­wości. Jego prace, nawet te kryty­czne, są bezkon­fliktowe. Artysta kładzie nacisk na współpracę, subtelne zwrócenie uwagi na jakąś kwestię, podsuwa możliwe rozwiązania, nawołuje do zgody, stara się dać przy­jemność Upiłem się na śmierć, a jednak żyję wciąż Do kranu błędny krok Po fajkach szary ślad, a w głowie ostry jeż Wychodzę, a tu deszcz! Gdyby tak, z głową w chmurach pobiec gdzieś Niczym nie przejmować się, odpocząć Gdyby tak, dorwać chwilę, która jest i brać Z niej pełną garść Przy kasie kasy brak i wszystko wzięło w łeb Mój nałóg, albo chleb Powracam snując dym, z myślami znów się bić Jak ciężko łatwo żyć Gdyby tak, z głową w chmurach pobiec gdzieś Niczym nie przejmować się, odpocząć Gdyby tak, dorwać chwilę, która jest i brać Z niej pełną garść Jak ciężko łatwo żyć, jak żyć, jak żyć... Jaaak, jak nie przejmować się, nie przejmować się... Już nie, już nie, nie przejmować się, nie przejmować... Jak żyć...? Gdyby tak, z głową w chmurach pobiec gdzieś Niczym nie przejmować się, odpocząć Gdyby tak, dorwać chwilę, która jest i brać Z niej pełną garść, pełną garść. Twoja artystyczna dusza przejawia się głównie w muzyce?Tak, ale uwalnia się ona też w teatrze czy podejściu do życia, bo żyję z głową z chmurach, a w pokoju mam artystyczny nieład. Tak mam od dzieciństwa i tego chyba nie da się zwalczyć. Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Śpiewałam już od przedszkola. Występowałam w MOK już na przeglądzie piosenki dziecięcej wraz z innymi przedszkolakami, ale wykonywałam także solówki. Rodzice widząc moje zainteresowanie, zapisali mnie do świdnickiego ogniska muzycznego, do pana Dariusza Szymury, na „klawisze”. Tam pan Dariusz dostrzegł, że mam większy talent i chęć do śpiewania oraz występowania na scenie, niż do grania. I właściwie od wtedy zaczęłam jeździć na różnego rodzaju festiwale. Gdy byłam mała, to pamiętam, że chodziłam też do pana Dariusza Tokarzewskiego na lekcje śpiewu. Po ukończeniu ogniska związałam się bardziej na kilka lat z Miejskim Ośrodkiem Kultury, gdzie współpracowałam z panem Robertem Doroszem. Uczyłam się też indywidualnie śpiewu u pana Borysa Somerschafa w Lublinie. A w styczniu ubiegłego roku zaczęłam sama sobie grać, śpiewać, komponować. Można więc powiedzieć, że Twoim rozwojem muzycznym kierowały naprawdę znane w tej branży osoby. Tak, to prawda. Wiele też zawdzięczam panu Piotrowi Selimowi z Federacji Bardów i panu Markowi Andrzejewskiemu, który zaprosił mnie gościnnie do swojego koncertu urodzinowego. Wiem, że oni mnie bardzo wspierają i pomagają w rozwoju. Także pan Jan Kondrak, który co roku pomagał mi na świdnickich Warsztatach Piosenki Literackiej. Tak się w sumie zaczęło moje komponowanie, bo podczas tych warsztatów pisze się własną piosenkę. Pomagają w tym doświadczeni twórcy. Wtedy jedna piosenka powstawała raz na rok, a ja chciałam czegoś więcej. Od stycznia 2015 roku sama piszesz teksty. Komponujesz też muzykę, koncertujesz. Zgadza się. Pojechałam w lutym ubiegłego roku na festiwal do Ślesina i zdobyłam tam wyróżnienie. To było dla mnie duże przeżycie. Z jednej strony było to duże wyzwanie, a z drugiej strony – możliwość pokazania siebie i to mnie wzmocniło. Pierwszy koncert, na którym grałam swoją muzykę i musiałam stać ciągle na scenie i zagadywać do publiczności, odbył się w kwietniu na mojej uczelni w ramach Tygodnia Filologii Polskiej. Był to koncert w kameralnym gronie i tak to się zaczęło. Potem było dyktando organizowane przez nasz kierunek, na którym miałam mały koncercik. A takie poważne koncerty zaczęły się w lipcu na Festiwalu Folkowisko. Studiujesz, pracujesz nad własnymi utworami, dajesz koncerty. Skąd czerpiesz siłę do tego wszystkiego? Czy rodzina Cię wspiera? Rodzina to podstawa. Na pierwszym miejscu jest moja mama, bo ona zawsze mnie dopingowała i mobilizowała do działania. Kiedy przechodziłam młodzieńczy bunt i mówiłam, że nie chcę śpiewać, to ona mnie zachęcała, czasem nawet przyciskała, żebym nie rezygnowała i za to jej dzisiaj dziękuję. Moja młodsza siostra także bardzo mnie wspiera i z pierwszymi pomysłami piosenek przychodzę właśnie do niej. Mamy to szczęście, że w muzyce podoba nam się to samo i nie podoba nam się także to samo, dlatego dobrze dogadujemy się na tej płaszczyźnie. Mój tata jest niesamowity. Gdy go poproszę, to zawiezie mnie na koniec świata, tak że czuję, że też mnie wspiera. To jest wspaniałe, bo gdyby oni byli obojętni na to, co robię, albo jeszcze gorzej, gdyby byli przeciwni, to na pewno nie osiągnęłabym tego wszystkiego. Rodzina to pierwsze środowisko, z którym się stykamy i które nas kształtuje, dlatego tak istotne jest to, aby mieć dobre relacje. Czy uzdolnienia muzyczne są dziedziczne w waszej rodzinie? Zawsze się nad tym zastanawiamy. W naszej rodzinie nie ma silnych muzycznych tradycji, jednak nie jest też tak, że muzyka i teatr to coś zupełnie nam obcego. Moja mama jest uzdolniona muzycznie. Lubi chodzić na ambitne koncerty, na które mnie kiedyś często zabierała. Dziadek, czyli tata taty, słucha opery, zna wszystkie arie i myślę, że gdyby śpiewał, to mógłby nas zaskoczyć. Zaś babcia – mama mamy – śpiewała w wojskowym zespole, a jej mama, czyli moja prababcia, stworzyła na wsi amatorski zespół teatralny. Dlatego myślę, że ten artyzm jest w naszej rodzinie, ale nie jako zawód, raczej jako pasja. Mówisz, że mama zabierała Cię na koncerty, z siostrą dyskutujecie o muzyce. Co jest więc dla Ciebie inspiracją przy tworzeniu własnych utworów? Melodie, które tworzę, mają różne źródła, czasem pewnie nieuświadomione. Moje inspiracje muzyczne biorą się z muzyki przeróżnych twórców, których słucham, jednak oczywiście moim celem nie jest kopiowanie nikogo. To luźne inspiracje, poszukiwanie różnych ciekawych brzmień i emocji w muzyce. Bardzo lubię też irlandzkie i ludowe melodie, więc z nich też czerpię. Zaś jeśli chodzi o teksty, to inspiruje mnie po prostu życie, to, co się u mnie dzieje czy zdanie do przemyślenia, które gdzieś usłyszę. Co w Twoim odczuciu było przełomowym momentem tego, że zaczęłaś sama tworzyć piosenki? Pod koniec roku 2014 miałam bardzo trudne doświadczenia w życiu, które się nawarstwiły. Zadawałam sobie i Bogu pytania, dlaczego się coś takiego dzieje, dlaczego, skoro zaufałam komuś i zaufałam Bogu, coś mi się nie udało. Był taki moment, że wszystko mi nie wychodziło. Każdy konkurs kończył się porażką. Do tego dochodziły sprawy osobiste. Byłam w dole. I to był taki kopniak, który zmotywował mnie do tego, żebym wzięła się za siebie i coś zrobiła ze swoim życiem. Pomyślałam sobie, że nie musi mi ktoś grać, że mogę to robić sama. Wzięłam gitarę, która stała i obrastała kurzem i zawzięłam się, że będę sama sobie grała. To był taki przełom, że momentalnie napisałam kilka piosenek. I nagle po tym, posypała się lawina dobrych rzeczy. Moja wiara po tym, dzięki Bogu, nieco się wzmocniła i zrozumiałam, że – paradoksalnie – to właśnie te ciężkie chwile były źródłem tego dobra, które się wokół mnie ciągle rozwija. Rynek muzyczny nie jest łatwy, ale czy widzisz swoją przyszłość właśnie w tej branży? Czy może jednak postawisz na filologię polską? Filologia to zawsze jakieś wyjście awaryjne, ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie siebie gdzieś indziej niż w działalności kulturalnej. Marzę o tym, żeby związać się z muzyką i iść dalej w tym kierunku. Zdaję sobie sprawę, że bardzo trudno się wybić na polskim rynku, ale myślę, że jednak przebijam się z tą moją twórczością. Nawet jeśli nie będę w głównym nurcie, to jednak będę istniała w tym świecie muzycznym. Widzę to też wtedy, kiedy ludzie do mnie piszą, nawet uznani dziennikarze muzyczni, że to, co robię, jest dobre i ciekawe. Dużym atutem jest to, że są to moje autorskie teksty i że jest to trochę inne niż wszystko, co można usłyszeć w radiu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w maju ukaże się Twoja pierwsza płyta, składająca się z 4 – 5 utworów. Mam taką nadzieję! Współpracuję z kolegą, który jeździ też ze mną na koncerty jako realizator dźwięku i u niego nagrywam swoje utwory. Jest to dla mnie komfort pracy, bo wszystkie uwagi, jakie mam, mogę mu śmiało powiedzieć. Więc kończymy nagrywać tę płytę, ale żeby ją wydać, trzeba też funduszy. Dlatego też czeka mnie jeszcze poszukiwanie sponsorów. Jeśli się uda, to będę chciała rozesłać ją w Polskę, do różnych stacji radiowych i wydawnictw. I może potem ktoś będzie chciał dalej promować moją twórczość… A gdzie będzie można Cię zobaczyć na żywo w najbliższym czasie? Zapraszam we wtorek, 19 kwietnia do kawiarni „No Logo” na KUL-u, gdzie będę występowała z autorskimi utworami podczas święta filologii polskiej. Dziękuję za rozmowę Magdalena Gładysz

z głową w chmurach tekst